Czeka tak do rana obok mnie i tuli w swym mroku, a wraz z pierwszymi promieniami słońca odchodzi chowając się w cień.
Zostawia tylko krwawe i małe rany, z których umyka tylko cząstka mego bólu i nienawiści, zamiast iść po całości. Męczy mnie i torturuje tym.
W czasie naszej choroby uświadamiamy sobie swój brak doskonałości. Popadamy w szaleństwo i melancholie.
Śmierć, nałóg, depresja, choroba i smutek bawią się nami niczym marionetkami z uczuciami. Stajemy się niewolnikami własnych słabości. Odkrywamy nienawistną i złą stronę swojej duszy, której żaden człowiek nie chce ujawnić, nawet przed samym sobą...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz